Przechodzę przez SOR - tam widok, który jak to mówi prof. Schatzker 'we all know too well'. Starszy zaniedbany pan, ze złamaniem przezkrętarzowym. Pana trzeba przygotować i przyjąć, pobawić się w owczarka, zagonić zespół itd. Dzisiaj to nie moje zadanie. Pytam tylko, czy ktoś się tym zajmuje - odpowiedź brzmi, że dr S. Za chwilę spotykam dra S i z jakiegoś powodu idziemy razem na SOR. Tam pana już nie ma. Ktoś mówi nam, że pojechał już na blok co zdejmuje nam kamień z serca. Ktoś się sprawą już zajął.
Po jakimś czasie wypisuję coś w dyżurce, gdy znienacka wpada skądinąd sympatyczny anestezjolog tocząc pianę, grożąc i kurwując. W skrócie usiłował dowiedzieć się, kto wysłał pana na blok tak jak stał bez pobranych badań, bez sprowadzenia krwi i bez ustalania tego z kimkolwiek. Trochę czasu zajmuje nam uspokojenie go i zaczynamy śledztwo. Sprowadzamy dra S ale on zgodnie zresztą z tym co wiem mówi, że poszedł się tym wszystkim zająć ale pacjenta już na SOR nie było. Druga poszlaka jest taka, że to ktoś z SOR. Idziemy tam razem, ale pracownicy zgodnie zeznają, że sygnał do wysłania pana na blok przyszedł od nas z oddziału. Grupka detektywów powiększa się o dyżurnego SOR i wracamy na nasz oddział. Pytam kto wysłał pana na blok. Ustalamy, która pielęgniarka zadzwoniła na SOR i powiedziała, żeby wieźć pana na blok. Pani pielęgniarka jest nieco zdziwiona otaczającym podekscytowanym tłumem i tłumaczy, że przecież na oddział dzwonił ktoś z bloku, z poleceniem, żeby zawieźć pana stół operacyjny. Nasza ekipa śledcza się powiększa i udajemy się na OIOM. Tam okazuje się, że owszem pani salowa dzwoniła bo chciała wiedzieć na kiedy ma umyć salę co odebrane zostało jako sygnał do przyjęcia pacjenta. Cud samodecyzyjności organizmu szpitalnego, albo przyczynek do metafory zamkniętych jednostek lecznictwa jako zgarniających wszystko bezlitośnie walców. Szkoda, że mechanizm taki nie rozciąga się również na samą operatywę. To byłby medyczny awatar Panopticum - samoprzyjmujący i samoleczący szpital.
wtorek, 20 września 2011
poniedziałek, 12 września 2011
Korona Bałtyku
Znacie moją antropologiczną pasję - kultura i cywilizacja szeroko rozumianych ludów bałtyjskich. Stali czytelnicy wiedzą o moich obserwacjach uczestniczących z udziałem Łotyszy, albo Finów. Teraz do kompletu dołączyłem Litwinkę, która przyjechała do naszego skromnego miasta na koncert japońskiego odpowiednika Marylin Mansona.
Na koncercie było głośno, a ona skakała do wesołej muzyki gitarowej od czego rozbolały ją plecy - podeszła więc do obsługi medycznej z prośbą o tabletkę. Jak już mówiłem było głośno w związku z czym obsługa zrozumiała, że prosi o karetkę i zgodnie z wyuczonymi odruchami rzuciła się na niewinną Litwinkę spowitą tylko w bardzo dużą ilość różowych wstążek, przywiązała ją pasami do deski urazowej (wiecie takiej pomarańczowej), założyła jej urazowe uszka, kołnierz szyjny i zabezpieczyła jej głowę tak, że nie była w stanie nie tylko się ruszyć, ale również mówić w związku z czym nie była w stanie nawiązać kontaktu z załogą wezwanej karetki, której została przekazana i która popędziła z nią na sygnale do szpitala. Domyślacie się którego. Tego oczywiście w którym pilnym telefonem zostaję wezwany w środku nocy do masowego wypadku - zarwana scena na koncercie albo inny wypadek masowy. Na dole spotykam wcześniej wspomnianą Litwinkę, którą odwijam z licznych taśm i zabezpieczeń i na końcu z różowych wstążeczek żeby po przebadaniu powiedzieć jej, że chyba nic jej się w czasie zarwania sceny nie stało. Litwinka odzyskuje mowę - jak sądzę do tej chwili była przekonana, że porwał ją ktoś przebrany za ratowników, żeby jej ukraść nerkę - i wyjaśnia mi całą sytuację. Mówię jej, że w takim razie najlepiej będzie jak sobie teraz cichutko stąd wyjdzie. Młoda fanka neo visual-kei tłumaczy mi że: a) nie wie gdzie jest; b) nie wie gdzie mieszka; c) nie ma telefonu; d) nie wie gdzie był koncert; e) nie ma żadnych dokumentów; f) nie ma żadnych pieniędzy.; g) wszystko wie jej koleżanka, która poszła na afterparty do nieznanego miejsca. G czy w związku z powyższym mogę jej jakoś pomóc. Wydaję z siebie cichy jęk mając przed oczami wizję licznych międzynarodowych połączeń, które będę musiał wykonać i rząd konsulów, których będę musiał zbudzić, ale na szczęście w tej samej sekundzie przychodzi jej 2 metrowa EBM/cosplay koleżanka na 20 centymetrowych koturnach z Hello Kitty wytatuowaną na grzbiecie obu stóp. W przeciwieństwie do swojej koleżanki jest ubrana tylko w czarne wstążki, ale wykazuje się rozsądkiem i refleksem, brakującym wszystkim agentom Babilonu po drodze . Odnajduje swoją przyjaciółkę i ratuje ją z rąk Molocha w mojej osobie. 23!
Na koncercie było głośno, a ona skakała do wesołej muzyki gitarowej od czego rozbolały ją plecy - podeszła więc do obsługi medycznej z prośbą o tabletkę. Jak już mówiłem było głośno w związku z czym obsługa zrozumiała, że prosi o karetkę i zgodnie z wyuczonymi odruchami rzuciła się na niewinną Litwinkę spowitą tylko w bardzo dużą ilość różowych wstążek, przywiązała ją pasami do deski urazowej (wiecie takiej pomarańczowej), założyła jej urazowe uszka, kołnierz szyjny i zabezpieczyła jej głowę tak, że nie była w stanie nie tylko się ruszyć, ale również mówić w związku z czym nie była w stanie nawiązać kontaktu z załogą wezwanej karetki, której została przekazana i która popędziła z nią na sygnale do szpitala. Domyślacie się którego. Tego oczywiście w którym pilnym telefonem zostaję wezwany w środku nocy do masowego wypadku - zarwana scena na koncercie albo inny wypadek masowy. Na dole spotykam wcześniej wspomnianą Litwinkę, którą odwijam z licznych taśm i zabezpieczeń i na końcu z różowych wstążeczek żeby po przebadaniu powiedzieć jej, że chyba nic jej się w czasie zarwania sceny nie stało. Litwinka odzyskuje mowę - jak sądzę do tej chwili była przekonana, że porwał ją ktoś przebrany za ratowników, żeby jej ukraść nerkę - i wyjaśnia mi całą sytuację. Mówię jej, że w takim razie najlepiej będzie jak sobie teraz cichutko stąd wyjdzie. Młoda fanka neo visual-kei tłumaczy mi że: a) nie wie gdzie jest; b) nie wie gdzie mieszka; c) nie ma telefonu; d) nie wie gdzie był koncert; e) nie ma żadnych dokumentów; f) nie ma żadnych pieniędzy.; g) wszystko wie jej koleżanka, która poszła na afterparty do nieznanego miejsca. G czy w związku z powyższym mogę jej jakoś pomóc. Wydaję z siebie cichy jęk mając przed oczami wizję licznych międzynarodowych połączeń, które będę musiał wykonać i rząd konsulów, których będę musiał zbudzić, ale na szczęście w tej samej sekundzie przychodzi jej 2 metrowa EBM/cosplay koleżanka na 20 centymetrowych koturnach z Hello Kitty wytatuowaną na grzbiecie obu stóp. W przeciwieństwie do swojej koleżanki jest ubrana tylko w czarne wstążki, ale wykazuje się rozsądkiem i refleksem, brakującym wszystkim agentom Babilonu po drodze . Odnajduje swoją przyjaciółkę i ratuje ją z rąk Molocha w mojej osobie. 23!
niedziela, 4 września 2011
Warm welcome
Po roku spędzonym w Wielkiej Brytanii na dyżury powrócił mój przyjaciel. Ostatnie 12 miesięcy spędził jako registrar w ośrodku o wysokim stopniu referencyjności, gdzie zajmował się eleganckimi operacjami artroskopowymi barku i pogawędkami z brytyjską klasą średnią. Trzy dni po przyjeździe rozpisał się na dyżur w naszym frontowym szpitaliku. Pracę rozpoczął odnajdując mnie opędzającego się od much klujących się z nogi Władczyni Much. Później został sam i już po godzinie przywieziono mu pana z obrażeniami wielonarządowymi - krwiakiem opłucnowym, odmą opłucnową po drugiej stronie i złamaniem kręgosłupa piersiowego z paraplegią. Zadrenował, zabezpieczył i zadzwonił do ośrodka zajmującego się złamaniami kręgosłupa. Tam ku swojemu zdziwieniu dowiedział się, że ponieważ skończyły się już pieniądze w tym roku na leczenie porażonych ludzi to oni proponują, żeby panu założyć wyciąg i zostawić żeby paraliż mógł spokojnie dojrzewać. W drugim szpitalu powiedziano podobnie dodając, że nawet gdyby mieli pieniądze to nie przyjęliby pana z drenażem. W trzecim szpitalu nic nie powiedzieli tylko się uśmiali. Sprawa zakończyła się w końcu telefonem do koordynatora zarządzania kryzysowego naszego województwa, który to zazwyczaj zajmuje się klęskami żywiołowymi. Dopiero po jego interwencji ktoś postanowił jednak pana zoperować. Kolega już za bardzo nie chce się rozpisywać na dyżury i coś bąka o powrocie do UK. Poza tym szczerze odradzam łamanie sobie kręgosłupa do końca roku. A jak już wam się zdarzy pojedźcie 50 kilometrów na północ, by znaleźć się poza granicami naszego województwa.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Babilońska empatia
Pan P. pije. Pije od 3 tygodni bo wcześniej też pił i jego dziewczyna tego nie zniosła. Zabrała dziecko i się wyprowadziła. Od tego czasu pije więc regularnie - może i ma powód. Pije tyle, że boi się przestać. Pewnego dnia wychodzi z domu i zdaje sobie sprawę, że nie może już tam wrócić. Puste mieszkanie go zabije. Zabije go pętlą na klamce, albo odkręconym kurkiem z gazem. Idzie więc po pomoc na pogotowie w mieście S. Wchodzi tam i prosi, żeby zawieźć go do psychiatry bo chce popełnić samobójstwo. Te słowa wita salwa huraganowego śmiechu więc pan P. wychodzi kupuje w sklepie z rzeczami za 5 złotych nóż, podcina sobie żyły i wraca na pogotowie. Tym razem zamiast śmiechu wszyscy są zirytowani. Pan P. prosi jeszcze raz, żeby zawieźli go do psychiatry. Oczywiście zawożą go do mnie. W trakcie gdy go zszywam opowiada mi tą historię. W jakiś sposób uruchamia to empatię nawet we mnie. Dzwonię więc do psychiatry opowiadam o panu P. i proszę, żeby go tam przyjąć. Pani doktor obudzona w nocy (bo zrobiła się już trzecia) jest tylko zainteresowana czy pan P. pił. Pił. Pani doktor mówi, że ona nie widzi potrzeby żeby pan P. do niej przyjeżdżał. Ponieważ ten etap rozmowy z agentami Babilonu mam już opanowany mówię jej przez telefon, że nie widzę problemu, musi to tylko napisać i powiedzieć panu osobiście. Zakładam, że rozmowa z panem P. ją przekona. Pan P. tam jedzie. Dalej opowieść znam już tylko z ust załóg różnych karetek. Pan P. zostaje oczywiście odesłany do domu o piątej rano. Puste mieszkanie tak jak się tego spodziewał go zabija. Zakłada mu pętlę na szyję i wiesza go na klamce. Pana P. znajdują później. Już nie stanowi obciążenia dla Babilonu. Nigdzie go nie trzeba wozić. Nikogo już nie obudzi w nocy.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Władczyni Much
'Jack held the head and jammed the soft throat down on the pointed end of the stick which pierced through into the mouth. He stood back and the head hung there, a little blood dribbling down the stick.
Instinctively the boys drew back too; and the forest was very still. They listened, and the loudest noise was the buzzing of the flies over the spilled guts.'
Dzwoni zaniepokojona pani - jej podopieczna ma się zgłosić na kontrolę jutro. Ale dziś opatrunek jest jakiś taki brudny i nieładnie pachnie. Mają przyjść do 12 ale spoźniają się 2 godziny. Pół godziny zajmuje im znalezienie windy.
Pani ma focha i nie chce się położyć na wózku. Pani wie lepiej, strofuje pielęgniarki. Bandaże są bure, szarobrunatne, w kolorze brudnej krwi. Czuję zapach ichoru - to jedna z tych nazw, których nie zapomina się z zajęć patomorfologii. Tak jak skrofułów czyli zołz. Ichor, który nie ma w sobie nic homeryckiego. Smród farmy lisów, stosów odartych ze skóry trucheł. Odchylam kawałek plastra i coś spod niego ucieka. Zdejmuję opatrunek. Smród staje się cielesny. Salowa wymiotuje do zlewu. Spod zesztywniałych od zgniłego wysięku bandaży wychodzi cyberpunkowy horror - stalowa rama Ilizarowa rozpięta na lakunach zdziczałego mięsa, obleziona larwami much, zlepkami pełzających białych robaków, które rozpierzchają się uciekając przed światłem w wydrążone w szarym zdechłym mięsie korytarze. Zaraz jednak zbijają się w pleń, hufcowym robakiem zaplatają się wokół stalowych grotów i wyłażą bezwstydnie na powierzchnię gnijącej nogi.
Wybucha kakofonia wzajemnych oskarżeń - brat pani krzyczy, że uny co im zapisała dom się mieli się panią zająć. Opiekunka płacze, że ona nie wiedziała, że ona nie chciała. Pani mówi, że u niej w domu panuje nieskazitelna czystość. Później przyznaje, że może drapała się pod opatrunkiem bo ją uwierał.
Larwy rozbiegają się po podłodze.
'Stos świńskich bebechów przemienił się w czarną plamę much, które bzyczały jak piła. Po chwili muchy znalazły Simona. Nażarte siadały przy strużkach potu i piły. Łaskotały go w nozdrza, wyprawiały harce na udach. Były czarne, zielonkawe i nieprzeliczone; a przed Simonem stał na kiju Władca Much i uśmiechał się. W końcu Simon nie wytrzymał i spojrzał na niego; zobaczył białe zęby, przymglone oczy, krew – i to odwieczne, nieuniknione rozpoznanie przykuło jego wzrok.' - W. Golding "Władca Much"
Instinctively the boys drew back too; and the forest was very still. They listened, and the loudest noise was the buzzing of the flies over the spilled guts.'
Dzwoni zaniepokojona pani - jej podopieczna ma się zgłosić na kontrolę jutro. Ale dziś opatrunek jest jakiś taki brudny i nieładnie pachnie. Mają przyjść do 12 ale spoźniają się 2 godziny. Pół godziny zajmuje im znalezienie windy.
Pani ma focha i nie chce się położyć na wózku. Pani wie lepiej, strofuje pielęgniarki. Bandaże są bure, szarobrunatne, w kolorze brudnej krwi. Czuję zapach ichoru - to jedna z tych nazw, których nie zapomina się z zajęć patomorfologii. Tak jak skrofułów czyli zołz. Ichor, który nie ma w sobie nic homeryckiego. Smród farmy lisów, stosów odartych ze skóry trucheł. Odchylam kawałek plastra i coś spod niego ucieka. Zdejmuję opatrunek. Smród staje się cielesny. Salowa wymiotuje do zlewu. Spod zesztywniałych od zgniłego wysięku bandaży wychodzi cyberpunkowy horror - stalowa rama Ilizarowa rozpięta na lakunach zdziczałego mięsa, obleziona larwami much, zlepkami pełzających białych robaków, które rozpierzchają się uciekając przed światłem w wydrążone w szarym zdechłym mięsie korytarze. Zaraz jednak zbijają się w pleń, hufcowym robakiem zaplatają się wokół stalowych grotów i wyłażą bezwstydnie na powierzchnię gnijącej nogi.
Wybucha kakofonia wzajemnych oskarżeń - brat pani krzyczy, że uny co im zapisała dom się mieli się panią zająć. Opiekunka płacze, że ona nie wiedziała, że ona nie chciała. Pani mówi, że u niej w domu panuje nieskazitelna czystość. Później przyznaje, że może drapała się pod opatrunkiem bo ją uwierał.
Larwy rozbiegają się po podłodze.
'Stos świńskich bebechów przemienił się w czarną plamę much, które bzyczały jak piła. Po chwili muchy znalazły Simona. Nażarte siadały przy strużkach potu i piły. Łaskotały go w nozdrza, wyprawiały harce na udach. Były czarne, zielonkawe i nieprzeliczone; a przed Simonem stał na kiju Władca Much i uśmiechał się. W końcu Simon nie wytrzymał i spojrzał na niego; zobaczył białe zęby, przymglone oczy, krew – i to odwieczne, nieuniknione rozpoznanie przykuło jego wzrok.' - W. Golding "Władca Much"
niedziela, 7 sierpnia 2011
Oszczędności
Ostatnio odwiedził nas pan dyrektor. Pan dyrektor zarządza przez słupki i przez te kilka lat jak się desantowaliśmy do tego szpitala słupki naszego oddziału były najwyższe. Nie były to dodam zyski. Pan dyrektor przeprowadził dochodzenie i okazało się, że wysokości słupków wynikają z faktu, że zlecamy naszym pacjentom badania. W związku z tym pan dyrektor przyszedł nas za to połajać. 'Najlepiej wychodzicie finansowo kiedy nie operujecie' brzmiała pierwsza uwaga. Ktoś nieśmiało zauważył, że może przy okazji tego że przeprowadzamy uczciwie diagnostykę i leczymy zgodnie ze światowymi standardami zmniejsza się szansa, że szpital będzie musiał wypłacać odszkodowania. 'Wolę wypłacić raz w roku 200000 odszkodowania za niedodiagnozowanie niż wydawać rocznie milion na te wasze badania i te fikuśne implanty' - powiedział i wyszedł. Well, wciąż je zlecam i wciąż wstawiam najlepsze implanty. Czekam na polecenie zaprzestania wykonywania badań i operowania byle jak lub wogóle na piśmie. Jakoś się nie pojawia. Wiadomo z takim pismem ciężko byłoby jak dojdzie co do czego zwalić winę na mnie. Walcie się w pręta poganiacze Babilonu.
Nie bij pana bo się spocisz.
W czasie gdy mnie nie było przyszło do mnie kilka ciekawych listów. Wśród nich prośba o wyrażenie opinii o związku pewnego zestawu dolegliwości z wykonywaną pracą. Przytaczam mniej lub bardziej in extenso:
'W dniu xx-xx-xxxx w ramach wykonywanych obowiązków służbowych nasz patrol został wezwany do mieszkania p.Z w celu interwencji kryzysowej związanej z przemocą domową. Po przybyciu na miejsce wzywający zwrócił się do nas obraźliwymi słowami w związku z czym zaszła potrzeba zastosowania środków przymusu bezpośredniego i zatrzymania wzywającego. W trakcie przewożenia na komisariat zatrzymany stawiał bezpośredni opór co wymusiło na nas zastosowanie przemocy. Po odstawieniu zatrzymanego na komisariat zostaliśmy wezwani na interwencję na ulicy Z. gdzie śpiący na ławce bezdomny odmówił wylegitymowania się z powodu rzekomo zagubienia dowodu co sprawiło, że musieliśmy zastosować przemus bezpośredni. Zatrzymany nie chciał przemieszczać się do radiowozu w związku z czym musieliśmy ciągnąć go po ziemi. Podkreślam, że było nas tylko dwóch a bezdomny ważył około 60 kilo. W trakcie uzupełniania dokumentów otrzymaliśmy kolejne wezwanie do wsparcia przy nielegalnej demonstracji. W czasie zatrzymywania wielokrotnie musieliśmy używać środków przymusu bezpośredniego w tym byliśmy zuszeni posługiwać się służbową pałką co trwało ponad pół godziny. Po zakończeniu dyżuru odczułem w samochodze silne dolegliwości bólowe pleców w związku z czym proszę o orzeczenie czy wykonywane przez mnie w tym dniu obowiązki służbowe mogły być ich przyczyną.
'W dniu xx-xx-xxxx w ramach wykonywanych obowiązków służbowych nasz patrol został wezwany do mieszkania p.Z w celu interwencji kryzysowej związanej z przemocą domową. Po przybyciu na miejsce wzywający zwrócił się do nas obraźliwymi słowami w związku z czym zaszła potrzeba zastosowania środków przymusu bezpośredniego i zatrzymania wzywającego. W trakcie przewożenia na komisariat zatrzymany stawiał bezpośredni opór co wymusiło na nas zastosowanie przemocy. Po odstawieniu zatrzymanego na komisariat zostaliśmy wezwani na interwencję na ulicy Z. gdzie śpiący na ławce bezdomny odmówił wylegitymowania się z powodu rzekomo zagubienia dowodu co sprawiło, że musieliśmy zastosować przemus bezpośredni. Zatrzymany nie chciał przemieszczać się do radiowozu w związku z czym musieliśmy ciągnąć go po ziemi. Podkreślam, że było nas tylko dwóch a bezdomny ważył około 60 kilo. W trakcie uzupełniania dokumentów otrzymaliśmy kolejne wezwanie do wsparcia przy nielegalnej demonstracji. W czasie zatrzymywania wielokrotnie musieliśmy używać środków przymusu bezpośredniego w tym byliśmy zuszeni posługiwać się służbową pałką co trwało ponad pół godziny. Po zakończeniu dyżuru odczułem w samochodze silne dolegliwości bólowe pleców w związku z czym proszę o orzeczenie czy wykonywane przez mnie w tym dniu obowiązki służbowe mogły być ich przyczyną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
