Ponieważ jestem już za stary, żeby używać tweetera pozostaje mi tylko zrobić wreszcie to na co już dawno miałem ochotę. W miarę neutralnie opowiedzieć jak wygląda mój dzień pracy w trybie godzinowym. Ze szczególnymi pozdrowieniami dla mojej przyjaciółki, która mieszka w Los Angeles i płacą jej za robienie filmów i pisanie scenariuszy i która twierdzi że w każdej chwili przekwalifikowałaby się na lekarza.
Sobota:
0800 - docieram do pracy. Kolega wychodząc mówi, że przyjął dwójkę 80 letnich połamanych staruszków. Odwiedzam pacjentów, ci nowo przyjęci potraktowani są ogólnie mówiąc oszczędnie. Okazuje się przy okazji, że pacjentów do operacji jest trzech. Muszę ich przyjąć, przygotować do zabiegów dowiedzieć się na co chorują (w większości przypadków nie od nich ponieważ oni uważają, że są zdrowi)
0930 zaczyna się fala uchodźców z piątkowej nocy, która zapewnia mi rozrywkę do 1100
Zaczynamy parcie na operowanie (vide punkt o istocie chirurgii urazowej) - na razie napotykamy na opór anestezjologiczny. Opór pęka i umawiamy się na zabieg operacyjny na 1200.
Koło 1100 fala epigonów Johna Travolty wygasa i zastępuje ją fala tzw świadczeniożerców - czyli rozległej grupy która nie ma czasu na chodzenie do lekarzy więc wpada na szpitalny oddział ratunkowy po różne zaświadczenia bo na przykład 10 dni temu otarł się o nich samochód i występują o odszkodowanie. Świadczeniożercy zazwyczaj dość agresywnie reagują na grzecznie zadawane pytania czy naprawdę uważają, że siniak sprzed 5 dni wymaga wizyty w oddziale gdzie z definicji i ustawy leczy się pacjentów stanie zagrożenia życia i zdrowia.
1200 - nadchodzi umówiona godzina idziemy na blok, ale tam się okazuje, że sala zajęta jest przez ginekologów, któzy robią cięcie cesarskie. Nikt się nie pofatygował, żeby nam o tym powiedzieć. Wracamy więc na SOR gdzie tymczasem fala świadczeniożerców zostaje zastąpiona przez rzekę zwykłych ludzkich nieszczęść. Między innymi pana z rzadko spotykanym typem zwichnięcia stawu ramiennego, którego ze względu na niestabilność nastawiamy wysyłamy na kontrolne zdjęcie, on po drodze sobie znów zwicha bark i tak to się toczy kilka razy
W tym czasie umawiamy się na zabieg na 1600. O 1500 gadam z zaprzyjaźnioną załogą karetki i mówię, że jak im się trafi jakaś ręka do operacji to niech wpadają. Mówię to w żartach
O 1545 trafia się ręka do operacji - pan przychodzi na własnych nogach. Szlifierka kątowa zjechała mu na rękę i prawie obcięła kciuka. Jadł o 1100 więc i tak nie nadaje się do natychmiastowego znieczulenia, idziemy więc w końcu operować.
1900 - Schodzimy znów na SOR, a tam czeka załoga karetki. Ze śmiechem mówią, że przywieźli mi rękę o którą prosiłem. Szlifierka kątowa zjechała mu na rękę i prawie obcięła kciuka. Żeby nie popaść w rutynę tym razem lewego. Idziemy operować pierwszą rękę o 2015 i kończymy koło 2145. Na pół godziny schodzimy na SOR i zaraz wracamy na blok operacyjny. Drugi zabieg zaczynamy o 2200 i kończymy koło 0030. Na dole oczywiście wciąż czekają wierni fani. A na oddziale nadal dwie niezoperowane osoby. Koło 0145 kończę i zasypiam do godziny 0300. Wtedy mnie pan który podciągał się na drążku i się uderzył w głowie. Później do rana co 20-30 minut skapują ofiary nocnych sobotnich pobić. Budzę się rano po dwóch godzinach snu.
Niedziela
0800 - czas literacki,. Czyli tworzeniem kart wypisowych. Oprócz tego są też pacjenci umówieni planowo na zabieg na poniedziałek. Wsłuchany w delikatny terkot klawiatury załatwiam też, zabieg przynajmniej jednego z panów, któzy czekają na operację od wczoraj. Umawiam się już zwyczajowo na 1200 i już zwyczajowo o 1200 trzeba zrobić cięcie cesarskie. Zmieniamy więc godzinę na 1330, ale wtedy znów jest cięcie cesarskie.
1320 - Na własnych nogach przychodzi pani, którą też trzeba zoperować w pierwszym możliwym terminie (czyli realnie pewnie koło środy).
1430 - stół operacyjny się zwalnia i właśnie w tym momencie karetka przywozi pacjenta z mojego ulubionego miasta S. któremu ktoś wsadził nóż w pośladek. Z 1 cm dziurki wylało się już 500 ml krwi. W poszukiwaniu źródła krwawienia robimy z dziurki 30 cm cięcie bo nóż od boku przeszedł prawie do otworu podgruszkowatego. Kończymy koło 1600. Tymczasem na dole pojawia się kolejna pani, która wymaga zabiegu operacyjnego - na szczęście nie w trybie pilnym. Musimy się nią zająć, schodzi nam do 1800 i umawiamy się na zabieg na 1900.
1844 pielęgniarki wołają mie na salę na oddziale. Jeden z panów hospitalizowany z jakiegoś błahego powodu w czasie defekacji się słabo poczuł. Ledwie wchodzę zaczyna się reanimacja. Wraca akcja serca i oddech, ale pan zwalnia i znów się zatrzymuje. Akcja teraz trwa pół godziny i w chwili gdy anestezjolog, któy do nas dotarł mówi, że masujemy ostatnią minutę a następnie stwierdzamy zgon pana serce rusza. Patrzę mu w oczy i wiem że nikogo już tam nie ma, puste opakowanie z bijącym sercem. Zanim przeniesiemy go na OIOM mijają 2 godziny. Wreszcie wracamy na SOR o 2020 gdzie napada na nas tłum oburzonych ludzi, którzy uderzyli się w palec wczoraj w nocy i czekają już 2 godziny. O 2220 idę na OIOM i akurat trafiam na trzecią i już ostatnią akcję reanimacyjną pana z mojego oddziału. Dzwonię do rodziny, która mówi - ale jak to na złamanie tak umarł???
2300 - mam wreszcie czas, żeby przejrzeć wszystkie wyniki z całego dnia i przygotować pacjentów do zabiegów na rano, pozamawiać krew.
0100 - przyjeżdża karetka. Ewidentnie zaczyna się sezon babć świątecznych - czyli niektóre rodziny próbują się pozbyć na święta z domu starszych ludzi. Tak też jest z tą panią. Bolą ją plecy bo ma zwyrodnienia więc wezwano karetkę i samą w szlafroku bez nikogo z rodziny wysłano ją do szpitala.
0300 zasypiam
0600 wstaję żeby przygotować się do porannej odprawy, gdzie będę to musiał wszystko opowiedzieć.
W tym czasie przyjąłem na oddział 11 osób, zoperowałem 4, zająłem się około 90 osobami, które przyszły z przeróżnych powodów na SOR. Przespałem łącznie około 4 godzin. Zjadłem jeden obiad i dwa razy śniadanie. Wypiłem 2,5 litra kawy.
Zaciągnij się mówili.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
Brak
Pewna pani ma otwarte złamanie. Ktoś przynosi ją na rękach. Kładzie na łóżku i chce umyć ręce z krwi. Ale nie ma wody. Chcę pani zrobić badania ale maszyna w laboratorium bez wody nie pracuje. Chcę pani zrobić tomografię (mam wątpliwości, czy szczelina idzie dostawowo) ale tomograf nie działa. Popsuł się software. Chcę panią zawieźć na blok, ale psuje się winda. Zostaje wniesiona na samą górę na piąte piętro i tam okazuje się, o czym nikt oczywiście nikogo nie poinformował, że stół operacyjny sie popsuł, został rozebrany na czynniki pierwsze i taki rozbebeszony zostawiony.
piątek, 25 listopada 2011
Ostry zespół niedokrwienia
O godzinie 0232 najbardziej doświadczona z naszych pielęgniarek słyszy walenie do drzwi. Do środka wpada wzburzony młody mężczyzna
- Miałem zatrzymanie krążenia - dyszy bo do szpitala biegł
Nasza pielęgniarka wie, że to mało prawdopodobne by ktoś po NZK do szpitala przyszedł a tym bardziej przybiegł, ale zachowuje te uwagi dla siebie.
Ocenia wstępnie, że pan nie jest w stanie zagrożenia życia, więc zanim zbudzi doktora postanawia pobrać mu podstawowe badania, zrobić i ocenić EKG.
Wszystko jest w normie, ma się pojawić jakiś wynik, idzie spać i przekazuje sprawę zmienniczce.
Doktor się budzi, sennym okiem rzuca na wyniki i na EKG i pisze mu szkic karty wypisowej - obserwacja w kierunku niedokrwienia mięśnia sercowego negatywna.
Idzie następnie do pacjenta żeby zebrać wywiad, a chory na jego widok zrywa się energicznie z łóżka, ściąga spodnie i majtki wywala na zewnątrz to co wedle prób towarzystwa anatomicznego z lat 60 miało się nazywać stojanem (co z kolei zasłużyło na krótki wierszyk młodszych członków towarzystwa: 'przykro byłoby nam wielce gdyby trza go zwać wisielcem'). Pokrótce mówiąc wyjmuje penisa i machając nim w kierunku doktora krzyczy.
- O tu mi się zrobiło zatrzymanie krążenia. Tu miałem sine.
- Miałem zatrzymanie krążenia - dyszy bo do szpitala biegł
Nasza pielęgniarka wie, że to mało prawdopodobne by ktoś po NZK do szpitala przyszedł a tym bardziej przybiegł, ale zachowuje te uwagi dla siebie.
Ocenia wstępnie, że pan nie jest w stanie zagrożenia życia, więc zanim zbudzi doktora postanawia pobrać mu podstawowe badania, zrobić i ocenić EKG.
Wszystko jest w normie, ma się pojawić jakiś wynik, idzie spać i przekazuje sprawę zmienniczce.
Doktor się budzi, sennym okiem rzuca na wyniki i na EKG i pisze mu szkic karty wypisowej - obserwacja w kierunku niedokrwienia mięśnia sercowego negatywna.
Idzie następnie do pacjenta żeby zebrać wywiad, a chory na jego widok zrywa się energicznie z łóżka, ściąga spodnie i majtki wywala na zewnątrz to co wedle prób towarzystwa anatomicznego z lat 60 miało się nazywać stojanem (co z kolei zasłużyło na krótki wierszyk młodszych członków towarzystwa: 'przykro byłoby nam wielce gdyby trza go zwać wisielcem'). Pokrótce mówiąc wyjmuje penisa i machając nim w kierunku doktora krzyczy.
- O tu mi się zrobiło zatrzymanie krążenia. Tu miałem sine.
czwartek, 24 listopada 2011
Kolejka
Jest 2300 wychodzę już z pracy. Przed drzwiami szpitalnego oddziału ratunkowego czeka patrol policji. Doprowadzony przez nich zatrzymany dostaje ataku padaczki. Posterunkowy kończy rozmawiać przez komórkę i mówi do telepanego pana:
'Henryk, nie zdziwiaj. I tak nas nie wezmą bez kolejki.'
'Henryk, nie zdziwiaj. I tak nas nie wezmą bez kolejki.'
czwartek, 20 października 2011
Cała prawda o śmierci
W nocy przychodzi piękna kobieta, ubrana z wyczuciem, bez nadęcia. Ma smutną twarz.
Pytam ją co ją sprowadza, a ona podciąga suknię i pokazuje wyryty na nodze napis 'ŚMIERĆ' i mówi
- Wyrżnęłam to sobie skalpelem na skórze, a teraz śmierć boli i krwawi.
Pytam ją co ją sprowadza, a ona podciąga suknię i pokazuje wyryty na nodze napis 'ŚMIERĆ' i mówi
- Wyrżnęłam to sobie skalpelem na skórze, a teraz śmierć boli i krwawi.
poniedziałek, 17 października 2011
Jaki jest sens tego wszystkiego?
Uchylę nieco rąbka tejemnicy. Szpital w któym pracuję nie jest zwykłym szpitalem stanowi bowiem część wielkiego i tajemniczego systemu, który przerasta ludzkie pojmowanie i swym zasięgiem rzuca cień niemal na zasnute milczeniem podwórce R'Iyeh. By zrozumieć tajemnicę istnienia naszego szpitala (a przy okazji z powodu różnych pogłosek dowiedzieć się czy nie planują likwidacji naszej jednostki) nieoficjalnym kanałem zadaliśmy pytanie jednemu z departamentów babilońskiej agentury, która zarządza naszym szpitalem.
W odpowiedzi uzyskaliśmy (nadal nieoficjalnie przekazane nocą przez posłańca w czarnym płaszczu) taki heksametr:
Nie lękajcie się.
Szpital nie zostanie zamknięty musi bowiem istnieć w razie 'W'!
Zaraz więc pocztą zwrotną chcieliśmy się dowiedzieć czym jest 'W'.
Odpowiedź była taka
Nie możemy powiedzieć czym jest 'W' bo to informacja niejawna.
W odpowiedzi uzyskaliśmy (nadal nieoficjalnie przekazane nocą przez posłańca w czarnym płaszczu) taki heksametr:
Nie lękajcie się.
Szpital nie zostanie zamknięty musi bowiem istnieć w razie 'W'!
Zaraz więc pocztą zwrotną chcieliśmy się dowiedzieć czym jest 'W'.
Odpowiedź była taka
Nie możemy powiedzieć czym jest 'W' bo to informacja niejawna.
piątek, 14 października 2011
Pod czujnym okiem pacjenta (w śpiączce)
Opuściłem chwilowo swój oddział-matkę i zmieniłem zakładanie kawałków metalu na chirurgii urazowej na wkładanie plastikowych rurek na intensywnej terapii. Dziś w czasie obchodu na łóżku trzecim nastąpił cud. Pan K. gdy pani ordynator zastanawiała się głośno nad jego kartą zleceń:
- Jak by tu panu jeszcze pomóc - ocknął się ze śpiączki i powiedział bełkocząc:
- Ja bym chciał w tą grę zagrać
- Jaką grę - zaczęła dociekać pani ordynator gdy tylko ochłonęła z szoku wywołanego cudownym przebudzeniem pana. Bełkot i nieadekwatny temat wypowiedzi sugerował, że z pana głowy została tylko wiosenna sałata.
- Niech pani doktor zapyta pielęgniarki - odpowiedział pan K. całkiem już zbornie
Na to pielęgniarki spiekły raczka i ze wstydem powiedziały - Grałyśmy w nocy w kulki
- Jak by tu panu jeszcze pomóc - ocknął się ze śpiączki i powiedział bełkocząc:
- Ja bym chciał w tą grę zagrać
- Jaką grę - zaczęła dociekać pani ordynator gdy tylko ochłonęła z szoku wywołanego cudownym przebudzeniem pana. Bełkot i nieadekwatny temat wypowiedzi sugerował, że z pana głowy została tylko wiosenna sałata.
- Niech pani doktor zapyta pielęgniarki - odpowiedział pan K. całkiem już zbornie
Na to pielęgniarki spiekły raczka i ze wstydem powiedziały - Grałyśmy w nocy w kulki
Subskrybuj:
Posty (Atom)
